Morze ...

Wyobraź sobie, że idziesz wzdłuż linii brzegowej morza. Dzień budzi się do życia. Słyszysz jak w oddali ziewają ptaki, popisują się trelem i widzisz ich salta nad wodą. Widzisz gołębia, który się tobie przygląda. Kiwa główką jakby znał twoje myśli i potwierdzał lub zaprzeczał. I wreszcie wyłoniło się słońce zalewając wszystko wokół różowo – czerwoną poświatą. Jaki piękny to jest widok! Słońce zapowiada dobry dzień. Zamykasz oczy i sycisz się ciepłem. Właśnie wtedy dociera do ciebie szum fal. Jest on delikatny. Jak wdech i wydech – tak fale przychodzą i odchodzą. Jakże to uspokaja. Otwierasz oczy i obserwujesz linię brzegową. Są tam kolorowe kamyki i jak perełki tu i ówdzie morze wydobywa ze swego skarbca muszelki. Morze zawiera w sobie bogactwo. Widzisz też działanie człowieka… raczej ślady jego działania: puszki po piwie, niedopałki papierosów, butelki plastikowe i szklane. To też wyrzuciło morze. Jednak morze jest piękne i tajemnicze. To co zostawił ktoś na jego brzegu jest dokumentacją jego wnętrza. 



Takie jest Boże Miłosierdzie – jest morzem. Morze, które było w Biblii symbolem śmierci stało się przez śmierć Jezusa głębią przebaczenia. Jak krzyż, który był narzędziem zbrodni jest - jedynym znakiem ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią. 

„Samooskarżenie to prosta idea sformułowana w VI wieku przez pustynnego mnicha Doroteusza z Gazy, czerpiącego z mądrości ojców pustyni, którzy pokazali, że Bóg nigdy nie zostawia nas samych z pokusami. Oskarżając samych siebie, „uniżamy się”, robiąc miejsce, by działanie Boga nas zjednoczyło. (…) Zamiast usprawiedliwiania się, ducha samowystarczalności i arogancji – samooskarżenie wyraża to, co Jezus w ośmiu błogosławieństwach nazywa ubóstwem ducha. (...)Ten akt „uniżenia siebie”naśladuje zstępowanie i zbliżanie się Słowa Bożego, synkatabasis. Jest to pokora wyznawania błędów, a nie karania samych siebie. (…) Jest to uznanie naszej zależności od Boga i naszej potrzeby Jego łaski. Zamiast oskarżać innych o swe niepowodzenia i ograniczenia, znajduję w sobie jakąś wadę lub postawę, a potem zwracam się do mojego Stwórcy i Boga i proszę Go o łaskę, której potrzebuję, aby iść naprzód, przekonany, że mnie kocha i troszczy się o mnie. Zamiast zamknąć się na Boga, otwieram Mu drzwi, by działał we mnie i prze ze mnie, gdyż Bóg nigdy nie narzuca się naszej wolności; trzeba Go zaprosić”

Ojciec Święty Franciszek - „Powróćmy do marzeń.” 

Komentarze